Witam,
uczestniczyłam w kilku spotkaniach, gdzie w grupach pracowaliśmy z "Liczbowymi Kodami"
W załączniku znajdziecie relację Renaty i opis jej doświadczenia spotkania z wibracją Jej osobistego Kodu.
Od siebie dodam, że często energia Kodu pokazuje nam wcielenie- MISJĘ, którą dawno, bardzo dawno temu
podjęliśmy się wykonać a która dopiero TERAZ może się dopełnić.
Kluczem do JEJ wypełnienia jest nasze SERCE - teraz otwarte, przepełnione Miłością.
Wkrótce prześlę wrażenia Osoby, która w czasie POCZĄTKU, przybyła z Nibiru na Ziemię po złoto...

Zainteresowanych odsyłam do lektury "Pradawna Tajemnica Kwiatu Życia" tom1 Drunvalo Melchizedeka,
zaciekawionych tematem zapraszam do refleksji.... odpowiem chętnie na pytania
pozdrawiam ciepło
Maria



---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

TERESA MARIA K. – KOD.

             Spróbuję opisać moje wrażenia i przeżycia z ustawień kodowych jakie miałam na warsztatach we Wrocławiu w dniu 12.10.2014 roku. Były to podobno pierwsze warsztaty z kodami. Maria opowiedziała nam o kodach, które widzi Jej wnuk i postanowiła poeksperymentować. Oczywiście wszyscy obecni poddaliśmy się tym eksperymentom. Wrażenia i przeżycia były niesamowite. Każdy z nas powinien spisać te przeżycia jak najszybciej, tak jak zrobiła to Renata. Widzę ile szczegółów uciekło po miesiącu, ale spróbuję….

            Byłam przedostatnią uczestniczką. Po mnie była tylko Maria. Siadam pośrodku sali na krześle, naprzeciw Marii. Zamykam oczy. Uspokajam się wyrównując oddech. Słyszę swój kod wypowiadany przez Marię – 3642. Przejmuję go i wypowiadając cichutko – 3642, 3642…. Zginam się w pół, gdyż czuję ogromny ciężar rąk, które wydłużają się, wydłużają się i obejmują całą Ziemię i zagarniają wszystko do siebie. Prostuję się i zadaję pytanie co zagarniam? Czuję ogromną moc, władzę i pychę. Przybyłam na Ziemię z innej planety /Nibiru?/ po złoto tak niezbędne by uratować naszą planetę. To moja misja. Jak jej podołać, by w krótkim czasie pozyskać wielkie ilości złota? Stwarzam ludzi – roboty, które wydobywają złoto z kopalni rozsianych po całej Ziemi. Odległości nie mają znaczenia. Nadzoruję te prace patrząc z góry, czy wszystkie maleńkie, jak robaczki, ludziki wykonują dobrze prace…

            Powtarzam kod 3642, 3642… siadam dumnie wyprostowana i znów czuję swą potęgę i moc i znów widzę mnóstwo maleńkich ludzików pracujących dla mnie w pocie czoła. Przesuwają coś po piaskach. Jest ich mnóstwo na wielkich przestrzeniach pustyni?... Co oni robią?  Tu pomaga mi Marysia M., moja Galaktyczna Siostrzyczka, która widzi i czuje to co ja. Marysia M. mówi: - jesteś potężną władczynią Egiptu /może Nefretete, może Hatszepsut/. Na Twoje zlecenie ludzie naprawiają zniszczone elementy piramid…., z energiami których jesteś powiązana… Ale czy jestem szczęśliwa?

            Jest mi niezmiernie ciężko… Dociera do mojej świadomości co może każda dusza… Nie ma ograniczeń w żadną stronę… Świadomość mnie przygniata…. Nie udźwignę tego…. Nie dam rady …. Słyszę ciepły i kochany głos prowadzącej Marii: - powtarzaj kod, wznieś się na poziom serca! Powtarzam kod i wznoszę swą energię prowadząc ją na poziom serca, uśmiecham się, jest mi coraz lżej, radośniej, weselej. Bez poczucia winy!!! Wybaczam sobie  i wszystkim!!! Czuję ogrom miłości! Potężnej MIŁOŚCI!!

            Podrywam się z krzesła, wznoszę ręce do góry i krzyczę na cały głos; JESTEM JAKA JESTEM!! JESTEM JAKA JESTEM!! JESTEM JAKA JESTEM!!

            Wszyscy na sali robią to samo. Jest euforia radości, miłości! Tulimy się do siebie, obejmujemy, całujemy. I wznosimy ALLELUJA !!!!

            Dziękuję Marii, Marysi M., wszystkim uczestnikom. Jesteśmy Wielcy i robimy Wielkie Rzeczy! Trudno sobie wyobrazić taki proces bez wsparcia Marii i całej grupy! Pozdrawiam -

   Teresa Maria K. z Zawiercia

 

Uzupełniania po przemyśleniach.

 Bardzo wiele zrozumiałam, bardzo wiele porozrzucanych puzzli połączyło się w całość i dalej się układa. Jest świadomość rozpoczętego procesu. Procesu zmian, układania, wyrównania energii. Procesu podnoszenia wibracji na poziom serca, poziom bezwarunkowej miłości. Poziom wybaczania i akceptowania wszystkiego i wszystkich. Bo wszystko JEST JAKIE JEST! 

 

Do tej pory oceniałam ludzi, chociaż pracowałam nad tym by tego nie robić. Kiedyś moja koleżanka Beatka zadała mi pytanie:

- czy ty kochasz ludzi?

- Odpowiedziałam: - nie.

- dlaczego? – zapytała

- kocham istoty, które są świadome, tego kim są, pracują nad swymi zmianami.. itd. Natomiast ludzie są jak bezwolne maszyny, którymi bardzo łatwo jest sterować, zawładnąć, manipulować…

Po warsztatach z kodami moje odczucia zmieniły się całkowicie. Ta sama koleżanka Beatka zauważyła to i zadała mi to samo pytanie. Odpowiedziałam zdziwiona: - kocham wszystkie dusze, w których widzę ogromne potencjały, czasami może uśpione, ale przecież czas jest złudzeniem, więc nie ma to najmniejszego znaczenia. Każda dusza, będąc nieśmiertelną częścią boskości, doświadcza wszystkiego czego zapragnie!!

Zrozumiałam swoje odczucia na Ślęży 23.09.2014 roku, kiedy stanęłam na szczycie i nie można było wejść do kościółka zamkniętego przez roboty budowlane. Wiedziałam o tym i myślałam, że będę zdenerwowana tymi utrudnieniami. A tymczasem spokój i absolutna akceptacja. Tak ma być. Nie rozgrzebywać starych ran! Iść do przodu! Etap podziemnych kopalni złota za nami !!!

 Pozdrawiam – Teresa Maria K.


--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

 

Nie byłam na warsztatach we Wrocławiu, więc nie przeżyłam osobiście tego co się tam wydarzyło. W Krośnie w grupie kilkunastu osób Maria zrelacjonowała ważne momenty wrocławskiego spotkania. Jednym z nich był opis przeżyć Teresy. Słuchałam z zaciekawieniem. Nagle poczułam się nieswojo. Wewnątrz ciała zaczęły mi drżeć mięśnie, początkowo w rękach, potem w nogach., a następnie wewnątrz jamy brzusznej. Niezwykle mocno. Pod skórą wszystko falowało. Chwilami odczuwałam chłód. Serce zaczęło mi bić z ogromną siłą, pulsowało w głowie. Chciałam krzyczeć i płakać, ale miejsce, w którym byłam, nie pozwalało na pełną swobodę. Kontrolowałam się. Siedziałam na krześle. Miałam wrażenie, że krzesło się trzęsie i ja z niego spadnę. Okolica serca „powiększała się”, wibrowała, coraz intensywniej.

          I wtedy…ogarnął mnie ogromny smutek, wielki żal, że to wszystko miało miejsce we wszechświecie. Zalała mnie energia prośby o wybaczenie, przyszły słowa: wybacz, wybacz MI, wybaczcie NAM, trwało to długo. Dlaczego NAM ?
Chciałam, by Maria kończyła relację. Było to dla mnie trudne, bardzo trudne. Odetchnęłam, gdy dobiegła końca. Dłuższą chwilę nie mogłam dojść do siebie. Podczas dalszej części spotkania opowiedziałam wszystkim swoje przeżycia. Nie mogłam zrozumieć dlaczego mam wybaczać SOBIE, prosić o wybaczenie NAM, Istotom-grupie, która była „na dole”, która nie miała nic do powiedzenia, która była w zawieszeniu,  uciemiężona, zniewolona…

Nagle pojawił się Impuls- Energia Miłości. Maria powiedziała – BÓG DZIAŁA TERAZ- uwolnij tą zablokowaną energię zniewolenia, żalu w sobie oraz w  Polu tych wszystkich Istot, które teraz odczuwasz…o, jak dobrze czuć Żywą Działającą Obecność Boga.

DOKONAŁO SIĘ!  JESTEM WOLNA!

Potem, podczas krótkiej, wspólnej rozmowy, Ania uświadomiła mi, że chodzi o wybaczenie SOBIE i całej społeczności NAM tego, że daliśmy przyzwolenie  jako Istoty, na całą tę sytuację.

Pisząc te słowa płaczę, czuję wspomnienie żalu, cierpienia, smutku,

ale już wiem, że ja jestem WOLNA i Istoty które były tam ze mną

Marzena

 -----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Trzeci Dzień (Niedziela)

Proces z Kodami Liczbowymi dla Renaty Marty Pietrzak (wcześniej był Krzysztof – święty obrzęd Szamana).

Usiadałam na krześle pośrodku kręgu utworzonego z uczestników warsztatu. Było nas 11 osób, po kolei: Krzysztof, Grażynka, Basia, Andriej, Ania, Grzegorz, Helenka, moje krzesło puste, Martynka (moja ukochana córeczka), Jola, i przede mną Maria. Przed chwilą proces zakończył Krzysztof, odczekaliśmy chwilkę, aż ustabilizuje się energia. Maria poprosiła abym wypowiedziała mój kod, który przyszedł do mnie. Były to cyfry 72 53, energia nie przepłynęła. Usłyszałam głos Joli „to nie ten kod”. Wtedy Maria podała kod, który usłyszała dla mnie 83 42

Widzę nierówną taflę granatu, a na jej horyzoncie ogromną kulę, jak słońce lub księżyc, pomarańczowo-żółtą. Słyszę głos Marii „ w górę, w górę, jeszcze wyżej”. Wznoszę się wyżej. Nie wiem gdzie jestem - ale jest mi bardzo dobrze - ogrom kojącego granatu, jakby ocean w nocy zlewał się z niebem. Nagle schodzę niżej i zdaję sobie sprawę, że jestem w wodzie. Sama, bez nikogo, cały ocean jest mój, spokojna tafla wody, rozkoszuję się tą chwilą spokoju, cieszę się wolnością i przestrzenią. Słyszę plusk wody, tak miły dla ucha, ruszam leniwie rękami, rozkładając je na boki na tafli wody. Widzę siebie z góry – głowa i ramiona wystają z wody. Czuję, że należę do tego Świata, jestem Syreną, pływam.

Mam świadomość, że pode mną jest głębia. A w niej ruiny starego miasta, chodniki z kamiennych bloków, pozostałości murów po domach. Woda nagle przyspiesza, zanurzam się. Pomiędzy ruinami przepływają ryby i zaczyna przebijać się światło. Woda staje się przeźroczysta, jest bardzo dobra widoczność. To miejsce leży  w centrum oceanu, ukryte i smutne ale dumne. Nie jestem jednak już sama, jest nas wiele. Wszyscy w wodzie, swobodnie pływamy i żyjemy. Nagle wymawiam słowo „tajemnica…”. Słyszę reakcję Marii, oznaczającą przepływ energii. Jaka tajemnica? Jest tajemnica, ukryta  – słyszę jak wypowiadam słowa. Pada pytanie: „Możesz ją ujawnić?” Nie wiem czy jest odpowiedni czas - odpowiadam. Muszę się zapytać pozostałych. Konsultuję się i podejmuję decyzję - TAK, teraz jest ten moment.

Wszyscy udajemy się w stronę Jukatanu. Tam jest świątynia, głęboko ukryta, nikt o niej nie wie, tylko my. Wpływam do groty, pozostali czekają przed nią, nie mogą płyną ze mną. Wiem, że to moje zadanie.Wpływam do groty, promienie słoneczne zostają za mną, robi się coraz ciemniej. Z każdym moim ruchem oddalam się od wlotu do groty. Cisza i ciemność roztacza się dookoła. Kątem oka zauważam coś ciemnego przepływającego niedaleko mnie. Jak płetwa rekina, może delfin…? Nie chyba nie delfin. Szybko otaczam się kulą jasnego światła, jestem w jej centrum i płynę jak bańka mydlana z nurtem. Cisza…, głęboka cisza… . Mam w sobie spokój, rękami opieram się o ściany bańki, czuję, że płyniemy coraz szybciej, w dół. Nic nie widzę. Za chwilę pojawia się jednak mały punkcik świetlny, który prowadzi moją bańkę. Ogromne przyspieszenie i nagle moja bańka zostaje wypchnięta jak piłka na spokojną taflę wody. Chyba podwodne jezioro, granatowa toń. Rozglądam się spokojnie. Święte miejsce, spokój emanuje wszędzie. Nagle mój wzrok pada na oświetlone miejsce przede mną. Widzę złotą szkatułę w promieniach światła. Nie wiem skąd bierze się to światło. Wiem, że muszę do niej podpłynąć. Moja bańka otwiera się i wskakuję do wody z pluskiem. Widzę swój piękny ogon syreni, jestem z niego dumna. Ma też piękny zloty kolor, z drobnymi łuskami, Tak wspaniale mi służy, kilka ruchów i już jestem przy szkatule. Wdrapuję się na postument, na którym stoi. Wiem, że muszę ją otworzyć. Widzę zamek i dotykam go. Uwalnia się mechanizm otwierający. Podnoszę wieko. W zasadzie podnosi się prawie samo z ogromnym impetem. Ze szkatuły wypływa prosto do góry słup światła mieniącego się kolorami granatu, zieleni i bieli, w zasadzie kolorami tęczy, a w nim jak neony geometryczne kształty, trójkąty, koła i wiele innych, mieszają się w tym słupie światła unosząc się do góry. Wznoszą się wysoko, przebijają przez grotę, skały, wychodzą na powierzchnię Ziemi, na światło i dalej rozchodzą się w różnych kierunkach. Jestem szczęśliwa. Udało się, praca wykonana, nie muszę już dłużej ukrywać tajemnicy, strzec jej. Jestem wolna, wypływam z groty. Witają mnie pozostali, ściskam się z nimi w radości. Chce mi się skakać w wodzie. Wypływam i bawię się falami, czuję spienione bąbelki wody muskające moje ciało, mój piękny ogon, który teraz jest raczej w kolorze zieleni z odcieniem złota. Jest mi lekko. Nareszcie mogę się bawić, ogarnia mnie taka radość i beztroska.

Płynę na pełny ocean w stronę miejsca, gdzie są zanurzone ruiny, tam też mieszkamy. Raptem czuję jak ruiny podnoszą się. Woda jest już tylko na kilka centymetrów. Wdrapuje się na płaszczyznę tego zrujnowanego miasta. Mój ogon zamienia się w nogi. Moja postać jest jak z masy wapiennej lub jak ulepiona z masy solnej. Nie ma szczegółów, jest głowa ale bez włosów, nie ma podziału na płeć. Jestem istotą jakby ludzką. Niezgrabnie poruszam nogami. Idę posuwając się do przodu po kamiennym chodniku, bardzo wolno rozglądając się. Oglądam się do tyłu i widzę pozostałych. Dzieje się z nimi samo co ze mną. Wychodzą na chodnik. Jest nas cała grupa.Widzimy słonce, horyzont i ogrom błękitnego oceanu. Nie wiemy gdzie iść. Naglę widzę geometryczny kształt na wystających ruinach murów, potem kolejne i kolejne, jest ich mnóstwo. Dotykam jeden z nich wygląda jak trójkąt, którego jeden z boków jest wypukły, jak okrąg. Wychodzimy na okrągły plac otoczony kolumnami. Kolumny nie są wygładzone, wyglądają jak z łączonych kamieni, bloków skalnych, mają jasny, wapienny kolor, beżowy, kremowy, jak wszystko tutaj. Stajemy pośrodku. Rozglądamy się, nie wiemy co robić, czujemy się niepewnie. Jakoś nie czujemy radości. Powaga sytuacji, jakieś wspomnienia trudnych chwil, których te mury były świadkami. Z kolumn wytryska na nas światło, jak z bocznych pryszniców. Nie wiemy jak reagować, przyglądamy się bezradnie. Za jakąś chwilę dołącza się światło z góry, ogromny słup (nie pamiętam kolorów), dotyka środka placu i nagle urywa się przepływ z góry, a słup światła od podłoża rozchyla się a boki – tak jak długi makaron do spaghetti trzymany w jednym miejscu na dolnym końcu rozchyla się na wszystkie boki u góry. Promienie światła, energii wydłużają się nad naszymi głowami i ponad murami przechodzą nad oceanem do lądów. Jest połączenie Ziemi z Ziemią. Takie mamy odczucie. W środku kręgu nagle wypiętrza się ogromny kryształ jak ze środka kwiatu zbudowanego z energii/światła. Jest coraz wyższy i wyższy. Nie możemy w to uwierzyć, to jakieś nierealne. Stoimy u jego podstawy, jest ogromny. Mam ogromną wolę aby otworzył się jego czubek, jak krater. Tak się dzieje. Słup światła wystrzela do góry. Widzę na tym krysztale ogromne zapięcie, jak sprzączka od paska. Złote, mojej wielkości. Nie wiem co robić. Pojawia mi się myśl, że muszę uwolnić swobodny przepływ światła, energii i otworzyć kryształ. Podchodzę do  zamka. Jest cały ze złota ale takiego ciemniejszego, widzę na nim wzory geometryczne figury, zygzaki. Jak go otworzyć? Dotykam rękami tych złotych ścian zapięcia, szukam miejsca, nagle wyczuwam po prawej stronie otwór pasujący do mojej dłoni. Czy wcisnąć? Tak, wciskam mocno. Czuję jak wszystko się uruchamia -  po woli zamek puszcza i kryształ otwiera się ukazując nam swój środek. Wchodzę do jego wnętrza ściany ma jakby z miąższu w kolorze zielonym (seledyn z groszkiem), są mięsiste. Nie chcę jednak ich dotykać. Nie wiem co robić. Potrzebuję pomocy. Słyszę głos Marii” poproś o pomoc”. Proszę o pomoc stojących przed kryształem. Przychodzą dwie postaci. Obejmujemy się za ramiona tworząc krąg. Nie wiemy co dalej. Głos Marii i innych siedzących w kręgu „Niech boskość przejawia się w działaniu (coś o podobnym brzmieniu), wymawiamy, wołamy coraz głośniej. Wszyscy nas wspierają, wymawiamy liczby kodu 83 42 raz po raz. Płaczę i krzyczę wymawiając te liczby. Boli, ręce mi drżą, czują bardzo silną energię na rękach, brzuch mi przecina. Potrzebuję pomocy. Wymawiamy intensywnie kody. Podchodzi Maria z Anią i mnie dotykają w okolicy serca i pleców. Mówią czuj sercem. Słyszę cały czas serce, a tu krzyk i łzy równocześnie mnie zalewają, mój własny, gorączkowo z płaczem wymawiam kody. Słyszę serce, pamiętaj o sercu, boli mnie…, boli mnie w pasie… Co z tym sercem … Jest , chcę aby było większe. Wchodzę do niego do środka. Ono zakrywa mnie płatkami od góry, mówię zamyka mnie… Nie! Słyszę. Nie zamyka, faktycznie, nie zamyka tylko przytula. Jest mi lepiej, nadal wymawiam te kody, słyszę jak wszyscy je wymawiają i mnie wspierają. Wychodzę z serca obejmuję je od zewnątrz. Nadal powtarzam kody, ale już jestem spokojna. Dokonało się. Usłyszałam otworzył się PORTAL. Przez chwilę , w trakcie procesu, jak było mi ciężko, nie wiedziałam co robić – chciałam zrezygnować, ale dostałam wsparcie grupy. Udało się, zakończone. Tajemnice ujawnione, uruchomione portale. Zadanie wykonane, mam spokój. Jestem uwolniona, wolna. WOLNOŚĆ!!!

Dziękuję ..dziękuję…dziękuję…. Przepełnia mnie radość. Dziękuję Wszystkim za pomoc i wsparcie. Tak idzie nowe.

Renata – strażnik.